niedziela, 14 września 2014

troje chciało naraz - wot ambaras

O tym że cały ambaras w tym by troje chciało naraz pisałam TU
Sęk w tym, że w Brazylii CHCIAŁO. Troje. Naraz. I powstał nie tylko ambaras.
27 sierpnia 2014r. na świat przyszła mała dziewczynka. Owoc miłości dwóch kochających się pań - mam, oraz ich uczynnego kolegi. By wszystko było lega artis - cała trójka wystąpiła do sądu o dostosowanie aktu urodzenia dziecięcia, do zaistniałej sytuacji. 
Sędzia - Rafael Pagnon Cunha - przychylił się do wniosku "pary 2+1" i nakazał odpowiednie rozszerzenie rubryk w akcie urodzenia dziecka, tak by znalazło się miejsce dla trójki rodziców i szóstki dziadków.
I odtąd Fernanda Batagli Kropenski, jej ukochana Mariani Guedes Santiago, uczynny kolega uis Guilherme Barbosa i dziecię, żyli długo i szczęśliwie. W Río Grande del Sur.

środa, 16 lipca 2014

Mundial 2014 w 8bit

Mundial 2014 przeszedł do historii.
W estetyce 8 bit utrwalił go Matheus Toscano. Pięknie, moim zdaniem.







poniedziałek, 7 lipca 2014

Futbol, Bogowie i Kolumbia

Po żwawej grze, w piątek 4 lipca, Kolumbia poległa. W konsekwencji, pożegnała Brazylię (lub jak mówiono w Bogocie: "Mundial pożegnał Kolumbię"). Teraz należy wstrzymać oddech i odczekać.... tydzień, dwa, może dłużej... Dopóki piłka w grze. Bogowie nie śpią. Historia pokazuje, iż udział Kolumbii w rozgrywkach piłkarskich, może mieć niebagatelne konsekwencje dla życia lub zdrowia. 

Jako pierwszy, przekonał się o tym Andrés Escobar, obrońca reprezentacji Kolumbii. Dwadzieścia lat temu, podczas meczu z gospodarzem Mundialu - USA, miał tego pecha, że broniąc skierował piłkę do własnej bramki. Kolumbia przegrała starcie, zajęła ostatnie miejsce w grupie i szybko wróciła do domu. Bogowie może wybaczyli, ale miasto sicarios NIE. 2 lipca, rodzinne Medelin wymierzyło karę nieszczęsnemu Escobarowi. Sześć dedykowanych kul znalazło ujście w jego klatce piersiowej. 

Na tym samym Mundialu,w barwach Kolumbii, w środku pola, grał Hermán Gaviria. Też strzelił gola i to nawet do dobrej - szwajcarskiej bramki. Los jemu rónież napisał dziwny koniec. Kilka lat później, podczas treningu Depotrivo Cali, śmiertelnie raził go piorun. (Żniwa nie były aż tak obfite, jak podczas meczu w lidze Demokratycznej Republiki Konga, gdy wynik meczu z 29 października 1998 r. rozstrzygnął piorun. Strzał śmiertelnie powalił jedenastu - wszystkich z drużyny gości).

Kolumbię, Mistrzostwa Świata w USA i subito motre, łączy również osoba pomocnika kameruńskiego, Marca-Viviena Foé. Blisko dekadę po amerykańskim Mundialu (w którym  Foé brał udział), Kamerun świetnie radził sobie w rozgrywkach Pucharu Konfederacji. Zwyciężył z Brazylią i Turcją. Kolumbii także dał radę. 72ga minuta meczu z Latynosami, nie była jednak dla Foé szczęśliwa. Padł w środku pola. Jego serce powiedziało GAME OVER.

Brazylijski Mundial pożegnał Kolumbię, ale czy aby Kolumbia nie pożegna jeszcze kogoś?

p.s.
a czyż nie urocza była reprezentacja Kolumbii w 1990 r. w słonecznej Italii. Dla mnie bomba! A nawet Piorun!



niedziela, 22 czerwca 2014

Cukier krzepi, dulce de leche strzela gole


Że Włosi z Apenińskiego Buta bez makaronu się nie ruszają, już nikogo nie dziwi. Biorą suchy prowiant i mogą jechać aż na koniec świata. Takiego koło garnka z ciepłą, osoloną wodą. I już - pasta a la mama mia per favore!
A tymczasem, los Urusów - dwukrotnych mistrzów świata, zawisł na włosku... i był to, o zgrozo, włos brazylijskiego celnika. Daleko "La Celeste" nie miała do Brazylii. Z zachodniego brzegu Urugwaju przeskoczyła na północ i już, po sąsiedzku, miała w grupie rozstawiać rywali po kątach. Miała, ale celnik niedobry jeden, zaaresztował na amen 40 kg Dulce de Leche! I duch walki opadł. Jak to tak, bez podwieczorku? Bez małej puszuni, tubuni, kubunia, łyżuni? Małego lizka na dzień dobry, małego na dobranoc, a i na wyjście z szatni też. CUKIER KRZEPI! A taki słodziuni cukier z Dulce de Leche to dopiero jak!. 
I nie pokrzepił przed meczem z Kostaryką. Pan celnik wziął i zabrał. Aresztował. Wypuścić obiecał po przedłożeniu stosownych dokumentów. Wszak Dulce de Leche, jak sama nazwa wskazuje, z mleka, a to tak swawolnie przewozić nie można. Oj nie. Nawet na Mundial. Nawet dla pokrzepienia serc. 
Na mecz z Anglią wyszło jedenastu pokrzepionych. Trafniej powiedzieć - dziesięciu i Luis Suarez, jak Dulce de Leche.









niedziela, 15 czerwca 2014

Comandante de la limpieza

Czas na powrót!



Adelante! Niech kurz z blogu zmiata, jak tłuszczyk z którym walczy Comandante Limpol!





zaczerpnięte z http://www.radiobrazylia.pl/dziennik-mundialowy-dzien-88-i-89/

wtorek, 24 grudnia 2013

Kubańskie dream-taxi

Gdy oglądasz zdjęcia z Kuby, myślisz sobie WOW, ależ oni tam maja fury. Wszystkich stać na takie stare chevrolety i "kadilaki". No normalnie pasjonaci automobilu! Wszyscy! Jakby nadal żyli u schyłku lat pięćdziesiątych. Jakby zaciął się tam film - ten, jak prezydent Kennedy wraz z małżonką sunął pięknym kabrioletem, i zaraz on - JFK zostanie zastrzelony (by później - w latach 70tych jeden z zespołów muzyki wywrotowej  mógł się nazywać Dead Kennedys). Gdy już tam jesteś - na tej Kubie - jest pięknie, ciepło i... zanim dostrzeżesz piękny samochód na tle błękitu nieba, uderzy cię w nos i po płucach smród jego spalin. Tak starych jak on - blisko dwa razy starszy od ciebie. Szczęśliwie próg powonienia szybko się podnosi, do spalin się przyzwyczajasz - oko nadal cieszą piękne krągłości sióstr i braci polskiej syrenki.

I dumnie suną po szosach. Prężą lakier w powolnym spacerze po hawańskim Maleconie. Mkną po jedynej w kraju "autostradzie" ze stolicy ku Santiago de Cuba. Obnoszą się tym, że pamiętają REWOLUCJĘ, jak i to jak było przed nią... Że pamiętają Brodacza, jak w drodze z Sierra Madre wstąpił na krewetki do baru Covadonga na plaży przy Cienfuegos. Tego Brodacza, który obecnie ciut stetryczał, jednak niegdyś wraz z chłopakami rewolucjonistami - uszczęśliwił Kubę swą rewolucją. Jeżdżą dumne! Wymuskane przez swych właścicieli. Odporne na każdą przemijającą modę. Stare, solidne, niezmienne.

Tylko jak to możliwe, że w 2013 r. po drogach Kuby mkną te chevrolety i cadillaki z pięćdziesiątych lat? Czasem wyskoczą o jakieś dwadzieścia lat od nich młodsze: moskwicz, łada czy polski fiat 126p. Gruchoty, na skraju wyczerpania technicznego. Dar bratnich narodów demoludu, z trudem wielkim zaszczepiony do kubańskich tropików.

Jak to możliwe opowiedział mi we wrześniu 2012 r. - "wynajęty" kierowca - o pięknym imieniu Alien (tak tak - Obcy. Jak opowiedział, rodzicie byli bardzo wzruszeni filmem, który gdzieś udało im się obejrzeć). Otóż był on szczęśliwym posiadaczem Peugeota 305, który - zaryzykuję stwierdzenie - był chyba najmłodszym samochodem na wyspie. Alien, kupił go za... jakieś 25.000 dolarów, włożył już w niego ok. 5000 bugsów. Jednak wcale nie był z tego powodu smutny. Przeciwnie, był pewien że jego blisko 30 letnia nówka, sprzeda się jak świeże bułeczki. A on - Alien - jej właściciel, zarobi na niej co najmniej kilka tysiączków ponad to co wydał. Taka Karma. Tak to jest jak od '59 roku nic się na wyspę nie sprowadza. Handel obejmuje tylko to co po wyspie jeździ (lub stoi, nieważne) i do po zaliczeniu długiej "ścieżki zdrowia" po kubańskich urzędach. No drobny wyjątek stanowiły lata '70te kiedy to kraje demoludu sypnęły ciut swojego konstrukcyjnego cudu. Ale takiego chłamu nikt nie chce, lepsze są bryki z Ameryki. Te leciwe. Wymieni się takiemu silnik i śmiga jak nówka. A tylne siedzenie - jak wersalka. Można zaszaleć i dziewczynę powozić. Ewentualnie - jak on - można mieć szczęście i po licznych pozwoleniach i kombinowaniu, można odkupić 30 letniego peugeota od pana z dyplomacji.Peugeota 305 na zdjęciu nie uwieczniłam. Jakoś nie komponował mi się do wizji Kuby. Jednak doceniam do dziś jego komfort i jakby klimatyzację. Był to prawdziwy rarytas.

Dwa zdania uwagi poświęcę także moskwiczowi pana lekarza, który na "taryfie" obwiózł nas po Santiago i okolicach. O fenomenie "lekarzy na taksówkach" jak niegdyś "kobiety na traktorach" wspominałam już we wcześniejszym poście. Ta najbardziej zdrowa taksówka - z lekarzem on-board wyglądała tak.


Inne zaś precjoza prezentowały się tak:






Kilka dni temu Raul wraz z rządem - znieśli ograniczenie rodem z 1959 r. Teraz lud kubański będzie mógł już bez ograniczeń kupować pojazdy z zagranicy. Zapewne wpłynie to na wygląd ulic. Dzielnie ciułane CUC-i oraz zakazane dolary przemienią się w automobile o bardziej ergonomicznych kształtach.

I czasem tylko myślę, czy aby aut na Kubie nie wpisać na listę UNESCO. Inaczej obawiam się, że większość z nich zniknie. Kierowców zaś którzy nimi jeżdżą, proponuję by zatrudniło państwo na etat. To raptem skromnych kilka peso nacional. Czego się nie zrobi się dla Rewolucji!. Inaczej, po pięknych, garbatych chevroletach i cadillakach zostanie tylko...